fbpx
Piękne i smutne ruiny pałacu Kopciuszka

28 lipca 2020

autor: Grażyna Woźniczka

Bajkę o Kopciuszku zna chyba każdy, jednak prawdziwą historię o „kopciuszku ze śląska” już raczej niewielu. Do tego miała ona zamek, którego ruiny do dzisiaj zachwycają i zadziwiają…

Aż dziw że jeszcze nikt do tej pory nie spróbował opisać jej w powieści albo sfilmować, bo to niemalże gotowy scenariusz filmowy…

Kopice – imponujące ruiny pałacu pod Grodkowem były od roku 1360 siedzibą rodu von Borsnitz. Następnie przechodziły z rąk do rąk. W 1859 r. dobra w Kopicach zakupił hrabia Hans Ulrich von Schaffgotsch dla swojej siedemnastoletniej żony Joanny Gryzik von Schomberg-Godulla, nazywanej śląskim Kopciuszkiem. Nowi właściciele zlecili przebudowę pałacu słynnemu architektowi Dolnego Śląska Karolowi Lüdecke.

Jeszcze w 1945 roku pałac zachwycał swoimi wnętrzami, architekturą, ogrodami… późniejsza historia to jego powolny upadek. Obecnie to piękne a zarazem tak smutne miejsce.

„Rezydencja otoczona była z trzech stron rozległymi stawami. W pobliżu założono hektary ogrodów kwiatowych i warzywnych, sad, oranżerię, ogród zimowy. Drzewa tropikalne w palmiarni miały sięgać 17 metrów wysokości. Przed „pałacem na wodzie” rozpościerały się kwiatowe dywany o przeróżnych wzorach i barwach. Obok pałacu, na powierzchni prawie 60 hektarów, rozciągał się słynny park krajobrazowy, a dbał o niego sam królewski dyrektor ogrodów Wilhelm Hampel. Ozdobą parku były m.in. stuletnie dęby, sztuczne ruiny „średniowiecznego” zamku ( „mysia wieża”), kaplica grobowa rodziny Schaffgotschów, niewielka świątynia dumania Diany, kolumna zwycięstwa zwieńczona posągiem bogini Nike oraz pawilon chiński. Park miało podobno zdobić ponad 300 rzeźb postaci oraz zwierząt w naturalnych rozmiarach, dłuta wrocławskiego mistrza Carla Kerna (dzisiaj nie ma tu już ani jednej rzeźby!).  Atmosfery przepychu i piękna dopełniały przemyślnie wkomponowane fontanny. Na jednej ze sztucznych wysp wzniesiono altanę, obok której stanęła wysoka kolumna zwieńczona figurą anioła. W parku hrabia hodował daniele. Jego syn planował budowę pól golfowych, a nawet małego lotniska dla samolotów, które sporadycznie lądowały w Kopicach już w latach trzydziestych.”.

Zespół pałacowy należał do Schaffgotschów aż do 1945 r. Wojna obeszła się z nim łaskawie. Jeszcze w latach pięćdziesiątych pałac stał niemal cały, piękny i był dobrze wyposażony. Odbywały się w nim potańcówki i bale sylwestrowe, latem organizowano kolonie i obozy dla młodzieży.Później zaczęło się systematyczne szabrowanie… zarówno w majestacie prawa, jak i całkiem bezprawnie.

W 1956 roku pałac został podpalony, a po pożarze niewiele z niego zostało. Spłonął dach, zawaliły się stropy. Po pożarze kopicki pałac Schaffgotschów nie interesował już nikogo. Nawet lokalne władze zapomniały o nim. Resztki pałacu były systematycznie niszczone i plądrowane.

Obok pałacu Pan Stanisław otworzył salę kominkową, gdzie możecie posłuchać o historii pałacu, zobaczyć zdjęcia. Pomaga zebrać fundusze na restaurację Mauzoleum Rodziny, które znajduje się tuż obok kościoła.

Pałac nie ma szczęścia do inwestorów. Od lat 90 pomimo sprzedaży i obietnic odbudowy Kopice nadal niszczeją. A każda kolejna sprzedaż czy inwestycja pozostaje rozczarowaniem…

Pałac jest smutnym przykładem naszej powojennej historii…

Imponująca budowla, piękna i tragiczna…jeśli nie znajdzie się inwestor pewnie zniknie na naszych oczach… a szkoda.

Śląski Kopciuszek – „Jest to historia ubogiej, śląskiej dziewczynki która wręcz niewiarygodnym zrządzeniem losu, została dziedziczką ogromnego majątku a także hrabiną. Był 29 kwietnia 1842 roku, kiedy w Porębie (obecna dzielnica Zabrza), w zwykłej chłopskiej chacie, w wielkich bólach rodzącej matki na świat przyszła mała dziewczynka. Na imię dano jej Joanna. Ojciec Johann Gryzik i matka Antonia (z domu Hain) byli zwyczajną, biedną śląską rodziną. Ojciec pracował w hucie cynku należącej do największego, śląskiego przedsiębiocy Karola Goduli – zwanego „królem cynku”. Matka Joanny dorabiała gdzie mogła. Niecałe 3 lata później (24 stycznia 1845) matka Joasi urodziła drugą córkę – Karolinę (Caroline). Zaledwie kilka tygodni później (11 marca 1845) nieoczekiwanie zmarł ojciec dziewczynek pozostawiając wdowę z dwójką małych dzieci bez źródła utrzymania. Zapewne trudna sytuacja finansowa sprawiła, że już po roku matka Joasi ponownie wyszła za mąż (za Stephana Schieronia).

Nowy związek małżeński nie należał podobno do udanych. Nowy mąż nadużywał alkoholu i znęcał się nad matką dziewczynek. Niecałe 3 lata później (26 marca 1846) Antonia owdowiała ponownie. Zaledwie 3 miesiące później wyszła za mąż po raz trzeci, tym razem za Josepha Bonka, z którym miała jeszcze trójkę dzieci (2 córki i syna). Mówi się, że jej trzeci mąż nie zgodził się aby „wniosła” do małżeństwa dwójkę małych dzieci, twierdząc że nie będzie ich utrzymywał. Antonia mogła zabrać do nowego małżeństwa tylko jedną z dziewczynek. Zadecydowała że starszą Joasię odda pod opiekę swojej dobrej znajomej – Emilii Lukas (będącej gospodynią w domu Goduli).

Karol Godula najbogatszy człowiek na Śląsku i jeden z najbogatszych w ówczesnej Europie, wizjoner, pracoholik, dziwak, samotnik, schorowany i oszpecony starzec, stroniący od ludzi i podobno nie lubiący dzieci, pomimo to zezwolił Emilii Lukas na przyjęcie do swego domu czteroletniej Joasi. Raczej nigdy nie dowiemy się tak naprawdę, co przemówiło za tym, że ten dziwak i „stary, zgorzkniały piernik” zaakceptował w swoim domu obecność dziecka. Czteroletnia Joasia była grzecznym ale bardzo ruchliwym dzieckiem. Lubiła biegać wokół willi Goduli i chodzić na małą łączkę położoną za domem. Tam też podobno pewnego dnia nazbierała bukiet polnych kwiatów i przybiegła z nimi do gabinetu Goduli. Mała Joasia miała podejść do niego nie okazując strachu czy respektu i wręczając mu bukiet powiedzieć: ” to dla wos panie Godula, bo jo wos kochom”.  Kiedy parę minut później (w poszukiwaniu Joasi) do gabinetu Goduli weszła Emilia Lukas, o mało nie zemdlała z przerażenia widząc Joasię siedzącą na kolanach Goduli, który opowiadał jej najwyraźniej jakąś bajkę … 

Karol był tak zaskoczony i ujęty bezpośredniością Joasi, że postanowił otoczyć ją swoją opieką. Zaangażował dla niej nawet prywatnego nauczyciela, który przychodził codziennie do jego domu aby uczyć Joasię. W kwietniu 1848 roku ciężko chory (cierpiał na przewlekłą kamicę nerek) udał się na leczenie do Wrocławia zabierając ze sobą dziewczynkę. Dzień przed swoją śmiercią sporządził testament, który zaskoczył wszystkich. Okazało się bowiem, że Godula w testamencie cały swój majątek zapisał nie krewnym a sześcioletniej Joasi. Co skłoniło bogatego starca do takiego kroku pozostanie na zawsze tajemnicą. Wiemy jednak, że Godula miał niewiarygodną intuicję dzięki której również w przypadku Joanny nie mylił się ani odrobinę. W swym testamencie podał szczegółowe informacje dotyczące dalszego kształcenia Joanny. Wykonawcą testamentu został jego dobry przyjaciel, doradca i prawnik – Maksymilian Scheffler. To on miał zarządzać potężnym majątkiem do czasu uzyskania przez Joannę pełnoletności.

Swych krewniaków Godula zadowolił jedynie legatami pieniężnymi nie chcąc aby przejęli cały majątek. Jego zdaniem nie nadawali się do prowadzenia interesów. Miał większe zaufanie do sześcioletniej Joasi, która odziedziczyła w ten sposób 19 kopalni galmanu (czyli rudy cynku), 40 kopalni węgla kamiennego, kilka hut cynku, 4 majątki ziemskie : Szombierki-Orzegów, Bobrek, Bujaków oraz Chudów-Paniówki – łącznie prawie 70 tyś. morg pola i prawie 3,5 tyś. morg lasu. Jego majątek oszacowano na łączną sumę ponad 2 milionów talarów. Godula przeoczył tylko jedną drobnostkę, która poważnie skomplikowała życie Joasi. W testamencie widniał niekorzystny zapis, mówiący, że gdyby Joanna zmarła bezpotomnie, to cały majątek odziedziczyć mieli siostrzeńcy Goduli. 

Po ogłoszeniu treści kontrowesyjnego dokumentu, testament stał się prawdziwą sensacją. Pojawiły się plotki, że Joasia jest zapewne jego nieślubnym dzieckiem i okrzyknięto ją „śląskim Kopciuszkiem”. Przysporzyło jej to również sporo kłopotów. Rodzina Goduli próbowała wpierw obalić jego testament, a gdy to się nie udało, jawnie słała groźby pod adresem dziewczynki, organizując podobno nawet zamachy na jej życie. Obawiając się o jej bezpieczeństwo Maksymilian Scheffler umieścił/ukrył Joasię w klasztorze Urszulanek we Wrocławiu, gdzie kontynuowała dalszą naukę. W wieku 16 lat (otrzymawszy staranne wykształcenie) opuściła klasztor i zamieszkała w domu Schefflera.

Była młodą, atrakcyjną, wykształconą (i oczywiście potwornie bogatą) dziewczyną adorowaną przez wielu kawalerów. Podobno z jednym z nich (polskim szlachcicem) była mocno związana, jednakże podczas pierwszej wizyty w rodzinnym majątku kawalera została nadzwyczaj grubiańsko potraktowana przez jego matkę (wyśmiana za swoje niskie, chłopskie pochodzenie). To spowodowało, że Joanna zerwała z narzeczonym. Joanna uwielbiała wizyty w teatrze i operze. Chodziła tam dwa razy w tygodniu. Podczas jednego z teatralnych spektakli poznała 27-letniego (starszego od niej o 11 lat) hrabiego Hansa Ulricha Schaffgotscha, wprawdzie niezbyt bogatego, za to pochodzącego z bardzo znanego i szanowanego rodu. Podobno zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia. 

Jedynym problemem stało się niskie pochodzenie Joanny. Jednak tak dawniej jak i dzisiaj, światem rządzi wciąż ta sama reguła: kto ma wystarczającą ilość pieniędzy ten może kupić (prawie) wszystko. I tak też było. Opiekun Joanny Maksymilian Scheffler rozpoczął starania o uzyskanie dla niej tytułu szlacheckiego, co po zapłaceniu (królowi pruskiemu) dużej sumy pieniędzy zakończylo się sukcesem. Z rąk króla pruskiego Fryderyka Wilhelma IV otrzymała tytuł szlachecki i nazwisko Gryzik von Schomberg-Godulla. Od tego momentu nic już nie stało na przeszkodzie aby mogli się pobrać.

Jeśli chcecie poznać dalszy bieg historii…odsyłam na poniższą stronę. 

Informacje i część tekstów pochodzi ze strony www.kopice.org

 

 

Adres biura

Polka Travel sp. z o.o. spółka komandytowa
ul. Żytnia 10 lok 4
25-018 Kielce
NIP PL 959-177-16-55
wow@wowland.pl

Godziny pracy

pon-pt: 9:00-17:00

Bądź na bieżąco

Gwarancja ubezpieczeniowa:

  • Polka Travel: Gwarancja ubezpieczeniowa Signal Iduna nr M 516684 na kwotę 500.000 PLN